Pan malarz wymaCHUJe pędzlem

Właśnie wracałam od koleżanki, kiedy na klatce schodowej spotkałam sąsiada z góry. Sąsiad był niespełnionym artystą malarzem. Malował jakieś obrazki i starał się je sprzedawać a to w cepelii, a to na starówce jakimś niedowidzącym turystom. Te jego obrazy to była tragedia, ale mimo wszystko zawsze jakimś cucdem udawało mu się opchnąć różnym frajerom swoje pseudo malarskie dzieła. Tak się składało, że od pewnego czasu zastanawiałam się nad kupnem jakiegoś obrazu do swojego mieszkania i kiedy teraz spotkałam naszego osiedlowego Picassa, postanowiłam przyjrzeć się jego najnowszemu dziełu. Sąsiad właśnie popierniczał na rynek sprzedać obrazek, więc rzuciłam okiem na to co taszczył pod pachą i ku swojemu zdziwieniu stwierdziłam, że w końcu namalował coś fajnego. Postanowiłam kupić ten obraz, ale sąsiad krzyknął za niego tysiaka. Pomyślałam, że mu chyab farby zaszkodziły, bo płacić tysiąc zeta za takie esy floresy to gruba przesada. Zaprosiłam sąsiada do siebie i rozpoczelismy negocjacje. Sąsiad postanowił spuścić nieco z ceny pod warunkiem że pozwolę mu się także spuścić na mnie. No cóż.. Pomyślałam, że obraz bardzo mi się przyda, a przy okazji sprawdzę jak nasz blokowy malarz wywija swoim prawdziwym pędzlem. Okazało się, że swoim frędzlem operuje dużo lepiej niż maluje...
Comments are closed
Comments are currently closed on this entry.